RSS
 

Hikkoshi shita. (= przeprowadziła żem się)

12 lut

Kurtka na wacie! Wciąż pamiętam słowo na przeprowadzkę. Może jest jeszcze dla mnie nadzieja? Że niby jeszcze się zbiorę i zacznę powtarzać japoński? Się zobaczy się.

Póki co jestem przeprowadzona jak babcia na drugą stronę ulicy. Wszystko leży na kupie. Kupa leży na podłodze. W okolicach piątku ma się zameldować van organizacji charytatywnej dealującej meblami i odebrać nasze (teraz już) całkiem zbędne graty.

Była ciocia Misia. Skorzystałam z okazji i przeciągnęłam bidulkę przez kawałek Londka. Ekspertem Londkowym nie jestem, węc to był naprawdę tyciusi Londkowy kawałek. Szkoda tylko, że było tak zimno – w lato zrobimy rundkę na ciepło. Mam nadzieję. I uwalimy się na ławce nad „Wisłą” i będziemy karmić łabędzie. A potem przeturlamy się przez Camden… Tak, mogę sobie robić plany. :P

Śpioszkowe śródsemestralne  ferie się zaczęły. Trzeba rozpracować centralne ogrzewanie, żeby dziecku zaprogramować komfortowy tydzień. Póki co z lenistwa (nikomu się nie chciało przeczytać instrukcji od deski do deski) między okresami aktywności i nieaktywności kaloryferów dupki grzejemy na kocyku elektrycznym, którym wyścieliłam kanapę w livingroomie. A C/H da się zaprogramować szczegółowo na tydzień, więc siedzę (z dupką na kocyku elektrycznym) i przeglądam instrukcję jednym okiem. No leń, panie!

Muszę z tego miejsca pochwalić moje autko, które jest jak tardis. Z zewnątrz wydaje się tyciutkie, a przeprowadziliśmy nim prawie cały dom, oprócz 2 naprawdę dużych sprzętów. A, i druga pochwała – autko odpala bezproblemowo w tej naszej siarczyście mroźnej angielskiej zimie: -6. Gdyby nie fakt, że przy takiej temperaturze i wilgoci szyby zamarzają, to mogłabym nim od razu jechać. A tak muszę najpierw przez 10 minut szyby odmrażać. No cóż, globalne ocieplenie.

Blog mnie właśnie poinformował, że się wziął i wylogował, i nie zapisał całej notki. Cenna informacja, jest szansa, że nie zgubię efektów mojej jak zwykle bardzo ciężkiej pracy. :P

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Już za minutkę, już za momencik…

31 sty

Przeprowadzka wisi nade mną jak pajęczyna w kącie pod sufitem. :) Ale nic to, zgromadziłam kartony, psychicznie nastawiłam się na przeprowadzkę szybką i bezproblemową (oj coś czuję, że sprowadzi mnie na ziemię pan mąż jak zwykle) i czekam na przybycie Myszy.

Myszu, w dużej mierze będziesz musiała się sobą sama zająć, ale tutaj jest przyjaźnie, wszystko jest juzerfrendli. No i język jest ludzki, a nie jak gdzieniegdzie. :P

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Panie kierowniku, to jest wszystko moja wina…

20 sty

Przyznaję się. Naprawdę. Pojechałam dziś jak dupa po majonezie. Bez kitu. I nawet pogardliwe spojrzenie rzucone mi przez pana kierowcę z samochodu obok uważam za całkowicie zasłużone. Jakby mi ktoś tak wyjechał jak ja jemu, to też bym gardziła. :P

Ale poważnie, zdarza mi się wykonywać różne manewry, jak północnokoreańskiej armii na japońskich wodach terytorialnych, ale jeszcze do tej pory nie musiałam się za siebie wstydzić. A dziś, jak tylko dotarło do mnie, co i jak zrobiłam (bez szczegółów, bo się wstydzę), to krew mi uderzyła do głowy i jakby mogła to by mi przez policzki wyciekła – TAKI WSTYD! Dobrze że to nie Warszawa, bo by pokrzywdzony kierowca jeszcze mnie zajechał, wysiadł i przez okno groził. Gwoli uspokojenia, nie spowodowałam zagrożenia, a jedynie srogo nadwyrężyłam cierpliwość ludzi wracających do domu po ciężkim dniu pracy. Ojojo…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I’m 28 tomorrow…

18 sty

…skłamała Ania Jimmy’emu. :P

Jednakowoż w mojej syrenkowej przystani przyjęło się, że w dniu urodzin barista ma prawo, z którego chętnie korzysta, by wziąć wolne. Jakież było zdziwienie, gdy wielki znak zapytania przy moim imieniu został zastąpiony zwykłym 6-11. ;) Nuda, Panie. Odbiję sobię przydługimi „wakacjami” przeprowadzkowymi. No właśnie, przeprowadzka za niecałe 3 tygodnie. Nie mogę się doczekać.

A z innych wiadomości, przypomniał mi się taki oto tekst: „nienawidzę przemocy i środków chemicznych, ale raz na jakich czas trzeba się odpchlić.” Kilka dni temu znajoma poinformowała mnie, że jej wnusio, chodzący do tej samej szkoły co Śpioszek aczkolwiek do innej klasy, przyniósł do domu wszy. Kto mnie choć troszkę zna, wie jaki jest mój stosunek do zwierzęcia zwanego wszą. Szkoła natychmiast została zawiadomiona o potencjalnym zagrożeniu (zadziałali sprawnie, tego samego dnia rodzice otrzymali informację o konieczności sprawdzenia głów i jak sobie radzić w przypadku znalezienia zwierzątek), a w moim domu przeprowadziłam dezynsekcję samej idei wszy. :P Tak, bo w żadnej głowie nic się nie znalazło, ale to i tak mnie nie powstrzymało. A teraz codziennie każda głowa musi przejść security check. Bo tak! I tak pewnie jeszcze z miesiąc…

Mój samochód jest cudowny.  A pogoda zmienną jest: po 3 dniach ciężkich mrozów (w jednym momencie temperatura spadła nawet do -4 stopni! chociaż tylko w nocy…) nagle zrobiło nam się znowu +12. Szkoda, że na termometrze nie ma przycisku ‘like’. :P

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rytm na dziś zapodaje Olly M.

06 sty

http://youtu.be/F3EG4olrFjY

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Poświętnie a nawet poświątecznie

29 gru

Aloha Krewniaki,

święta przeszły, nadchodzi szalona Sylwestrowa noc. Zaszalejemy: położymy się spać o 21szej! :D DD

Wigilię mieliśmy rodzinną, z jednym gościem, która (ta gość znaczy) utonęła w polskich wigilijnych smakach, zwłaszcza w barszczu z uszkami grzybowymi. Nie da się ukryć, polska Wigilia ma smak bardzo wyrazisty. Zupełnie nie do zastąpienia. Później nasza gość relacjonowała, że dnia kolejnego była na świątecznym obiedzie w domu angielskim i jedząc mdłą pieczeń świąteczną marzyła o kubku barszczu. 1:0 dla Polski. :P

Dostaliśmy mnóstwo przecudownych prezentów, za co serdecznie dziękujemy wszystkim świętym Mikołajom. Gwóźdź prezentowego wieczoru stanowiła jednakowoż poduszka-pierdziuszka, którą Śpioszek dostał i po dwóch dniach doszczętnie wypierdział – chyba trzeba będzie nową kupić, bo zabawka genialna!

Po drugim święcie trzeba było wrócić do pracy, zostawiając Śpioszka na pastwę nowego 3DSa, TV, Wii oraz nadpoczętej pracy domowej. Muszę przyznać, że jak na tyle rozproszeń Śpioszek z pracą domową radzi sobie całkiem nieźle.

Jutro pracowe Christmas party. No nie wiem, co z tego wyjdzie. Mam dylemat: chciałabym się napić arkohoru ze wszystkimi, ale wtedy będę zdana na pociągi, które w tym „szczególnym” czasie jeżdżą jak chcą. Ale jak wezmę samochód, to będzie problem z parkingiem – w końcu to piątkowy wieczór, wszyscy będą „w mieście”.

Spotkała mnie dziś fajna niespodzianka, taki spóźniony prezent świąteczny: do sklepu zawitał Yiannis, były kolega z pracy, który wczesnym latem przeprowadził się do Londka i tyle go widzieliśmy. 6 miesięcy! To chyba moja nagroda za przymus zostania dziś dłużej w pracy. :) Rety, tyle radości!

Skończyłam oglądać Flower Boy Ramyun Shop. „Momenty były?” „No masz, same momenty!” Że już o City Hunter nie wspomnę – to to tak szybko obejrzałam, że och, maraton istny. Może bym się wreszcie zabrała uczciwie do obejrzenia Goong? A o maratonach mówiąc… Lokalna TV zapuściła w drugie święto późnym popołudniem maraton „Pride and prejudice” z Colinem Firthem, wszistkie 6 odcinków na raz. Ojojo! Nie wstałam z kanapy do ostatnich napisów.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Chłopaki na basenie

18 gru

Aloha Krewniaki,

siakoś się nam tak złożyło, że od ostatniej nocy gościmy Śpioszkowego przyjaciela, Suraja. Bardzo fajne dziecko. Grzeczne, dobrze wychowane, no pełen full service. :P  Teraz wszystkie chłopaki są na basenie a ja czekam na sygnał, żeby po nich przyjechać, bo to jednak kawałek, a pogoda zrobiła nam się chłodna. I nie byłoby problemu z pogodą, gdyby nie Suraj, który wziął ze sobą tylko sandałki i nawet nie wziął skarpetek – jak na porządne nepalskie dziecko przystało. :P Po obiedzie mamy go odwieźć do domu, ale kombinuję, jak podrzucić Śpioszka zamiast niego, żeby się rodzice nie zorientowali. :P Zła mama!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jeżdżąc po lewo :P

13 gru

Aloha Krewniaki,

dziś po raz trzeci ktoś próbował mnie rozjechać – strach chodzić. Miejsce specyficzne, znak nakazu jazdy prosto (jeden wielki wymalowany na jezdni, dwa mniejsze wiszace na światłach po obu stronach jezdni), więc teoretycznie nie powinnam się spodziewać, że ktoś wyjedzie mi zza pleców… A jednak. OK, jestem w stanie uwierzyć, że ktoś nie zauważy wielkiego napisu na ulicy, bo mu inny samochód zasłoni, ale ma pionowe znaki po obu stronach! Albo jest ślepy, albo znaków nie zna. Kurna, przydałaby się tam kamera…  No nie wiem, nie wiem… Ja nie jestem może najlepszym kierowcą, ale za to pieszym jestem bardzo uważnym i chyba tylko to do tej pory mnie uratowało. Och, dobrze że zaliczyłam kibelek przed wyjściem z pracy, bo chyba bym się zlała ze strachu. :P

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W nieprzedstawieniowym nastroju

13 gru

O godz. 13:15 rozpoczęło się przedstawienie. Planowo. Drzwi zostały zamknięte i nikogo więcej już nie wpuszczali, żeby nie przeszkadzać występującym dzieciom. Przed scenę wyszedł szalenie przystojny pan wicedyrektor Fransuła i grzecznie poprosił, żeby wyłączyć lub ściszyć telefony, postarać się nie rozmawiać w czasie przedstawienia i pilnować młodszych dzieci, żeby nie biegały samopas i nie przeszkadzały.

Nie minęło 5 minut przedstawienia, na sali rozległ się dzwonek telefonu a potem rozmowa przez ów. I nie żeby jakoś szeptem, tylko takim półgłosem, żeby osoba po drugiej stronie słuchawki na pewno usłyszała. W międzyczasie jedna mama otworzyła i podała młodszemu dziecku chrupki, żeby się czymś zajęło. Dziecko z rozkoszą chrupało owe chrupki najgłośniej chyba jak się dało. Potem znudziło się chrupaniem, więc wysypało na podłogę i zaczęło je rozdeptywać… Dokładność z jaką rozdeptywało każdą chrupkę przywodzi na myśl moje własne dziecięce wyczyny z obrywaniem babcinych pomidorów. Kiedy skończyły się już chrupki do rozdeptywania, dziecko zobaczyło na scenie starszego brata. „Sami, Sami, Sami!”

To tylko jeden z przykładów jak zachowują się niektórzy rodzice na przedstawieniu swoich własnych dzieci. Przykład niestety nie odosobniony. Po mniej więcej połowie przedstawienia rodzice, którzy już zobaczyli swoje dzieci i się znudzili, zaczęli wychodzić bocznymi drzwiami. Z upchanej na początku sali zostało mniej więcej połowa.

Niech mi ktoś teraz wytłumaczy, bo jestem ciemna i nie rozumiem. Jeśli wiesz, że przedstawienie będzie długie i nudne (a wiesz, bo chodzisz na nie od kilku lat i zawsze są długie i nudne), to po co ciągnąć małe dziecko? Właściwie po co w ogóle przychodzić, skoro i tak ma się zamiar wyjść w połowie. Kurde, strasznie się wściekłam. A dzieci naprawdę wkładają w takie imprezy dużo wysiłku, a tym bardziej dzieci, które są nieśmiałe i z wielkim trudem przychodzi im wystep na scenie. Może na tego typu imprezy powinien być wstęp płatny? Niedużo, Ł1, Ł2. Tylko po to, żeby zniechęcić niektórych. Chyba przy okazji spytam o to szalenie przystojnego wicedyrektora Fransułę.

 

A poza tym to właśnie blog obżarł mi ćwierć notki. To jakiś system taki, żeby zniechęcić mnie do pisania? No cóż, działa…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zeżarty: taki mały prezent świąteczny

12 gru

Na wstępie: Mamo, Tato, przepraszam za telefon – zadzwoniliście 5 minut po tym, jak się dowiedziałam.

Do rzeczy. Wczoraj zadzwonili do nas z agencji i poinformowali, że na dniach przyjdzie do nas wypowiedzenie mieszkania (to chyba to, co dziś wyciągnęłam ze skrzynki), bo pani właścicielka postanowiła wrócić z zamorskich wojaży, na nasze oczywiste nieszczęście. W związku z tym mamy się wyprowadzić w ciągu 2 miesięcy. Ciociu Misiu, liczę że jak przyjedziesz, to będzie już po przeprowadzce, ale nie mogę zagwarantować. :P

Ogólny niesmak z tytułu zbliżającej się przeprowadzki osłodził mi właściciel zakładu fryzjerskiego, w którym niezmiennie się strzygę od przyjazdu, pan Luigi, obcałowując mnie przedświątecznie (żona wyjechała na święta, to sobie chłopak pozwala :P ). Oraz rezerwowy fryzjer, zdaje się młodszy brat pana Luigiego, prześlicznej urody chłopiec – ciemne włosy, oliwkowa skóra i niebieskie oczy. Pan fryzjer rezerwowy zamienił moją głowę w dzieło sztuki fryzjerskiej :P pt. „spike”. Pan Luigi mało nie zemdlał, gdy zobaczył młodego, jak się maszynką zabiera do moich włosów. Luzik, panie Luigi, jeszcze pan nie widział, jak krótko potrafię się ostrzyc bez szkody dla mego parszywego ryja.

 

A z innej beczki: serial polecony przez ciocię Misię pt. City Hunter jest dość wciągający. No i oczywiście zawiera stosowną ilość przystojnych azjatyckich młodzieńców.

Dziś natomiast Śpioszkowe szkolne przedstawienie na motywach książki „Wind in the willows”. Zobaczymy, jaki z niego wodny szczur. No i tak to, pora na herbatę z mlekiem i może jakąś namiastkę śniadania. Pod koniec pracy dziś sobie przypomniałam, że właściwie rano nic nie jadłam… Itadakimasu!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii