RSS
 

Aaaaaaaaaaahahahaha!

09 kwi

Zmian ciąg dalszy: od przyszłego poniedziałku będę zaczynać pracę o 5:30. Ha! To chyba tyle z biegania przed pracą… Muszę przeorganizować pobudkowanie. Ale to dopiero za tydzień. O słodki urlopie! :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Lanoponiedziałkowo

09 kwi

Aloha Krewniaki,

małymi kroczkami zbliża się godzina 7, a ja już pobiegana, wyszorowana i pojedzona. Siakoś tak bez budzika poderwało mnie o 4:30 (curse you Aquascum 2000!), więc niewiele myśląc (o tej godzinie i tak łatwo to nie przychodzi) wciągnęłam na tyłek biegające gatki, znalazłam odpowiednią ścieżkę na playliście, sprawdziłam pogodę na zewnątrz i poszłam w siną dal. Pół godziny i ubranie można wyżymać. Tylko popełniłam jeden poważny błąd: nie wzięłam czapeczki i chustki na szyję, co przy porannych 8 stopniach może mnie kosztować przeziębienie. Jednakowoż liczę, że jednak tym razem będzie mi oszczędzone.

Na śniadanie oczywiście „resztki” z niedzielnego stołu. Co prawda nie wiem, czy można to nazywać resztkami, bo chociaż zrobiłam naprawdę mało jedzenia, to przy naszych przyzwyczajeniach żywieniowych, taka ilość pewnie starczy do końca tygodnia… A resztę trzeba będzie wyrzucić.

Za oknem niby dzień wstaje, ale taki szary, że teraz to na pewno nie będzie mi się chciało nigdzie wyjść. I pada.

Za jakieś dwie godziny wstaną dzieci i będą musiały dostać w dupsko. Jak lany to lany! :D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wielkosobotnio

07 kwi

Sałatka warzywna ukręcona, jajca ugotowane i zagroszkowane z majonezem, ciasto nabyte, rosołek z dużą ilością kurczaków na galaretkę dogotowuje się powolutku, święconka poświęcona (i zeżarta w większości przez wygłodniałe noszeniem koszyka Dziecko). Tak, jutrzejszy dzień będzie LE NI WY. Co najwyżej poczytam książkę i co najwyżej się pouczę. Czysty relaks.

Noga zagoiła się całkowicie, wróciłam do biegania. Fajnie. :) Święta pochmurne i mżawkowe, ale relatywnie ciepłe: ok. 13 stopni w dzień i około zera w nocy. Nad ranem co prawda miałam 7 stopni i biegałam w krótkich gaciach, żeby się za szybko nie zgrzać. Dodatkowy czynnik chłodzący w postaci mżawki był bardzo pomocny.

Przyszły tydzień mam wolny. Może uda mi się przestudiować moje tony książek dot. kawy. W końcu sama chciałam być coffee masterem, a teraz książki leżą pod stołem i czekają na lepsze czasy. ;) Jendo bardzo mnie dziś rozbawiło: to ja pamiętam więszkość imion naszych stałych klientów a idę na urlop. :P Hyhyhy, to tak jakby się Sonyi komputer zepsuł. No cóż, mam tylko nadzieję, że przez ten tydzień relaksu nie zapomnę wszystkich.

Wesołych Świąt!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…Portsmouth c.d.

01 kwi

Poza tym pogoda była chłodnawa, ale nie całkiem zimna – jakieś 13 stopni na zegarze, w miarę bezwietrznie i nieco pochmurnie. W sam raz, żeby nie marznąć i też nadmiernie się nie spocić.

W planach mieliśmy większe zwiedzanie, ale doki to naprawdę całodzienna wycieczka. I tak nie zwiedziliśmy wszystkich muzeów i wystaw w środku, bo ileż można! ;) Resztę zostawiamy na następny raz. Na następny raz zostaje też Southsea Castle, Akwarium i D-Day Museum. Oraz poszukiwanie ponoć istniejącego w Portsmouth Starbucksa.

Wjechaliśmy na lokalną atrakcję – wieżę widokową Spinnaker Tower. Wieża ma 3 poziomy, dolny i górny to tarasy widokowe, środkowy to kafejka. Dolny taras na wysokości 100m ma kawałek przeszklonej podłogi, na którą można wejść bez butów, czego ze Śpioszkiem spróbowaliśmy nie bez obaw. Mac podziękował i tylko oglądał okolice przez okna. ;) Wrażenie niesamowite, zwłaszcza jeśli się ma lęk wysokości jak ja. ;) (Aga, pamiętasz jak Jaś zabrał nas na ten wieżowiec na Shinjuku w przeszklonej windzie? O matko, wraca do mnie w najgorszych koszmarach. ;) )

Także na pewno znowu wybierzemy się do Portsmouth, ale to już bliżej lata i kto wie, może połączymy to z wycieczką na pobliską Isle of Wight. Tylko najpierw trzeba zrobić jakiś risercz co do miejscowych atrakcji i zaplanować kilka dni z noclegami. Inaczej nie da rady.

A z innych wiadomości: jeden z klientów zrobił mi kokuhaku, że pozwolę sobie zawieśniaczyć. Tłumaczenie dla miastowych: wyznał mię był swe uczucia. ;) Nawet gdybym nie była wielce szczęśliwą (buahahahaha!) wieloletnią żoną, to i tak dostałby kosza – nie ze mną takie niespodziankowanie Bruner. U mnie wszystko wg grafiku. O 5:10 kawa, o 6:30 otwieramy sklep, o ~11 kończę shift, wyznania przyjmuję nie wcześniej niż po lunchu.

Poza tym mamy ferie świąteczne. Śpioszek feriuje od wczoraj aż do połowy kwietnia. Ja feriuję z nim w przyszłym tygodniu. Co by tu zwiedzić…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wizyta w Portsmouth

01 kwi

Brzmi dumnie, ale w rzeczywistości zwiedziliśmy tylko mały wycinek, ten najbliżej dworca Portsmouth Harbour. Już same doki to wycieczka na większość dnia. A że większość atrakcji otwarta jest w godzinach 10-18, to dodatkowo ogranicza pole manewru. ;) Tak czy inaczej zwiedziliśmy sporą część Historic Dockyard oraz wjechaliśmy na pobliską Spinnaker Tower.

W dokach do obejrzenia i pomacania HMS Warrior, gigantyczny plac zabaw dla dzieci i dorosłych. Jeden z przewodników w półmroku pierwszego podpokładu zachęcał mnie i Kubę do wypróbowania hamaków, dopóki nie zorientował się, że nie jestem nastoletnim chłopcem. :P Bosz, jak on mnie przepraszał – biedny. ;) Starszy pan, z tego co zrozumiałam, oprowadza zwiedzających po statku jako wolontariusz, weteran głuchy po wybuchu na jedno ucho.

Na HMS Victory już nie było takiego luzu, kierunek zwiedzania wskazany był strzałkami a ścieżki wyznaczone linami. Pozwoliliśmy sobie ze Śpioszkiem nieco zażartować ze strzałek. 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Good news everyone!

18 mar

I’ve taught the toaster to feel love.

Noga coraz lepiej. Liczę, że w tym tygodniu już znowu pobiegnę. Bardzo mnie to cieszy.

Dziś pierwszy wyścig sezonu F1: GP Australii i od razu Jenson Button wygrał! Go Button, go Button, go Button! Lewis na 3. miejscu też bardzo ładnie. Skrycie marzę, że ci dwaj kiedyś zawitają do mojej syrenkowni na kawę, ale szanse marne. Już prędzej drugi raz Hemsworth wejdzie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

S-bux kontra klienci – do Koci

17 mar

Kochany Kocioszku,

otóż zmiany, które wprowadził s-bux nie są może straszne same w sobie, ale stanowią zaprzeczenie tego, co ja sama uznałabym za stosowne. Muszę każdego klienta spytać o imię i wpisać je na kubek – niby, żeby łatwiej było zidentyfikować, że wśród 5 innych latte to jest na pewno twoje. I wiem, że w Stanach taki system funkcjonuje od lat i nikt nie marudzi, ale tu nie są Stany a Brytyjczycy mają hopla na punkcie swojej prywatności. Ja sama dziwnie się czuje, jak ktoś obcy pyta mnie o imię, a potem rozmawia ze mną jakby co najmniej od lat był moim znajomym. I czuję, że jakieś 50% klientów, których pytam o imię, ma ochotę ukrecić mi głowę na miejscu.

Wczoraj np. jedna klientka strasznie na mnie nakrzyczała, że co ja sobie wyobrażam, że gówno mnie obchodzi jej imię, czy ja nie widzę, że za nią tworzy się kolejka i ludzie czekają, żeby ich obsłużyć. I prawda, gówno mnie obchodzi jej imię, zwłaszcza jak na mnie nakrzyczała, a ślepa nie jestem i kolejkę widzę. Ale po pierwsze, jakim prawem ona na mnie krzyczy, ani nie jestem jej koleżanką, ani nie byłam dla niej niegrzeczna? Jak jej się nie podoba ta kawiarnia, to po grzyba tu przychodzi, przy tej samej ulicy w promieniu 200m jest bez przegięcia 5 innych kawiarni/restauracji, w promieniu 500m kolejne 5 – ale zauważyłam zjawisko: niektórzy ostatnio do s-buxa przychodzą TYLKO po to, żeby na pytanie o imię odpowiedzieć bardziej lub mniej grzecznie, że nie życzą sobie imienia na kubku?  Poza tym zamiast drzeć na mnie ryja, powinna napisać email do s-buxa ze swoimi uwagami. Ludzie nie rozumieją, że ja nie decyduję o zasadach, tylko muszę się do nich posłusznie stosować. I jeśli nawet tylko 5% klientów w ciągu dnia tak się zachowa, to perspektywa kolejnego dnia jest dla mnie po prostu nieprzyjemna. No bo gdzie do jasnej cholery jest tu moja wina? Kocioszek musi zdawać sobie sprawę, jak głębokie jest moje poczucie (nie)sprawiedliwości, w końcu znamy się już 31 lat! ;)

A ja naprawdę staram się zrobić to wszystko jak najgrzeczniej, zapisać poprawnie, żeby osoba wydająca kawę nie miała problemu z przeczytaniem, a jak widzę że ktoś się krzywi na pytanie o imię, to pytam o inicjał czy cokolwiek innego, co może go zidentyfikować, niech to będzie kółko czy gwiazdka – mi to naprawdę nie robi. I bez kitu, naprawdę staram się zapamiętać imiona stałych klientów łącznie z wariacjami w pisowni, żeby nie musieli mi przy każdej wizycie podawać od nowa. Przez ostatnie 3 dni nauczyłam się chyba ze 100 imion+twarz.

A podsumowując ostatnie zmiany w syrenkowni:

-zmiana programu lojalnościowego – z dnia na dzień zniknęła znaczna część upustów związanych z używaniem karty s-buxa, w zamian za to wprowadzili system zbierania punktów i wątpliwych nagród z tym związanych (bo jeśli ktoś nie pije kawy, to na co mu kupon na darmowe latte?)

-zmiana garnków i sposobu grzania mleka, co wydłużyło czas przygotowywania poszczególnych napojów – widać to najlepiej po prędkości rozładowywania dużych kolejek – niedawno dużą kolejkę mogłam sama obsłużyć, teraz muszą to zrobić dwie osoby – osobiście nie widzę specjalnie wpływu na jakość napojów, chociaż taki był zamysł przy wprowadzaniu tych konkretnych zmian…

-obowiązek spytania o imię i wpisania go na kubek, co nie tylko wydłuża czas przyjmowania zamówienia, ale również denerwuje klientów składających zamówienie oraz tych czekających w kolejce – że już nie wspomnę problemów wynikających z niechlujnego pisma niektórych ludzi lub po prostu z różnorodności imion i nacji, które prze s-buxa się przewijają… weźmy na ten przykład imię Alister-Alistair-Alastair-Alisdair-Alasdair ;)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

My carapace is killing me…

15 mar

… że pozwolę sobie zacytować insanity prawn boy. That’s riiiiight!

Noga dalej byle jaka i każda próba podbiegnięcia kończy się płaczem. Poza tym ostatnie 2 dni wykańczają mnie psychicznie. Syrenkownia wprowadziła właśnie swoje nowe zasady i trochę mi to uwiera. W skrócie: w środę rano leżałam na podłodze w sklepie i płakałam, tak mnie bolał brzuch ze stresu. A dziś po pracy zataczając się przyszłam do domu i padłam na twarz ze zmęczenia.

Poza tym mamy prześliczną wiosnę. Znowu. Dziś na ten przykład 17 stopni przez większość dnia. Poza porankiem – o 6 rano 2 stopnie i mgła jak mleko. Ale daję radę. Jak mniemam, takie drastyczne zmiany pogody nie pozostają bez wpływu na poziom mojego zmęczenia.

Bosz, jakie moje autko jest dzielne. A jakie brudne! Regularnie myję tylko szyby, światła i lusterka. :D Ostatnio umyłam progi, żeby mi się spodnie nie brudziły jak wysiadam albo wsiadam, ale chyba już pora uderzyć na myjnię. Dou omou?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No to sobie pobiegałam…

12 mar

Zła wiadomość na dziś: prawa noga poszła na przymusowy odwyk od biegania. A tak mi już dobrze szło! Spróbuję ponownie w sobotę, a do tego czasu oszczędzam i smaruję różnymi śmierdzidłami.

Dobra wiadomość: oberżnęłam Śpioszkowe włosięta. Nożyczkami. Bardzo zgrabnie mię to wyszło. Trochę sobie co prawda ręce pocięłam przy okazji, ale dziecko wyszło bez szwanku, może tylko trochę „pogryzione” przez własne włosy. Bo już mnie te kłaki odstające na wszystkie strony wkurzały, to zawlekłam na stołeczek pod lampę, ciachu ciachu i po strachu. A potem starszego maszynką oberżnęłam na cacy.  I na miesiąc-dwa spokój.

Od tygodnia przyzwyczajam się do mojego nowego telefonu przecudnej urody: Sony Ericsson Experia Mini Pro. Ujdzie w tłoku, że tak powiem. Jest ładny, poręczny i ma kilka przydatnych funkcji, reszta wyjdzie w praniu.

W sobotę wyszłam ze znajomymi do miejscowego klubu. Interesujące doświadczenie, nie wiem czy mam ochotę powtórzyć. Raczej wolę chiba puby jednak… A do pubu idę znowuż w najbliższą sobotę. Właśnie muszę się zastanowić nad opcjami transportowymi: zawsze ten sam dylemat – albo picie+pociąg, albo nie picie+samochód. Pomyślimy, my król.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bilans wyjść musi na zero :(

06 mar

Jestem zła!

Okropnie zła i sfrustrowana. Czekam cały dzień na paczkę, bo firma kurierska dostarcza między 7:30 rano i 9. wieczorem bez wskazania konkretniejszego przedziału czasowego (pierwszy raz od długiego czasu poczułam się jak w Polsce!), żeby wieczorem się dowiedzieć, że nie było mnie w domu i kurier zostawił kartkę. Byłam w domu, bo ledwie się dziś ruszam (oprócz porannego biegu, do którego się zmusiłam, chociaż czułam się, jakby przy każdym kroku ktoś wbijał mi gwoździe w plecy – niezaprzeczalna oznaka PMSu, mojej ulubionej przypadłości ;) ). I byłam o godzinie, którą strona kuriera podaje jako wizytę kuriera. I nie było żadnego kuriera. I nie ma żadnej kartki! Kurde, gość ma mój numer telefonu, mógł zadzwonić i się upewnić, że mnie nie ma. Albo uczciwie pomylił adres, albo nieuczciwie znudziło mu się jeżdżenie i wrócił do bazy. Mógłby chociaż tę kartkę zostawić, żeby jakieś pozory były… Maciek mówi, że każdemu się zdarza pomylić adres, ale moje zdanie jest takie, że nie każdemu płacą, żeby jednak tego adresu nie pomylił. Na wszelki wypadek wzorem porządnego Brytyjczyka, jakich pełno spotykam na co dzień, natychmiast napisałam email (grzeczny rzecz jasna) do obsługi klienta. Liczę, być może bezpodstawnie, że paczkę dostarczą mi jutro wieczorem, bo nie zamierzam brać wolnego na cały dzień, żeby znowu czekać czy kurier przypadkiem się nie pomyli.

A jak tak dalej pójdzie, to jutro pewnie kogoś rozszarpie na drobne kawałeczki.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii